Czyli jak w świetle prawa „wydoić” ludzi...
3 dni temu na giełdzie zadebiutowały akcje enigmatycznie i bardzo podejrzanie zapowiadanej spółki Inifinity S.A., której prezesem jest niejaki Piotr Tymochowicz, mieniący się specjalistą od wizerunku, a znany głównie z tego, że nauczył wiele lat temu Andrzeja Leppera jak nosić garnitur i jak się zachowywać przed kamerami. Obecnie Tymochowicz wymyślił płatny portal internetowy SolarisGate, w którym oprócz tego, że trzeba płacić za to samo co daje za darmo w dużo lepszej wersji Facebook i inne portale społecznościowe, obiecuje się ludziom przechowanie za 100,- lub 200,- złotych rocznie przechowanie ich DNA. Pomysł absurdalnie głupi bo oznacza, że za życia należałoby płacić panu Tymochowiczowi odpowiednią kwotę pomnożoną przez liczbę lat, przez którą dana osoba miałaby zamiar swoje geny przechowywać. Należałoby więc chyba pisząc testament przeznaczyć na ten cel odpowiednio wysoką kwotę, bo w przeciwnym razie – w związku z niepłaceniem rocznego abonamentu – nasze pieczołowicie przechowywane przez jakiś czas DNA trafiłoby na śmietnik. Pomijając już fakt, że takie przechowywanie własnych genów jest całkowicie bezsensowne i dużo lepiej (o ile to oczywiście możliwe) jest się po prostu tradycyjnie rozmnożyć, a następnie cieszyć potomstwem, to dla upartych i chcących mieć pewność zachowania cech reprodukcyjnych własnych genów istnieją banki spermy i komórek jajowych, które z całą pewnością zrobią to bardziej profesjonalnie niż spółka Infinity S.A. Ta bowiem obiecuje przechowanie naszego DNA „we wnętrzu góry” znajdującym się w Swiss Fort Knox, czyli w znajdujących się z miejscowości Zug, w Szwajcarii. Są to dwa niezależne informatyczne centra przechowywania danych, znajdujące się we wnętrzach dwóch oddalonych od siebie o 10 km gór. Skoro centrum informatyczne to znaczy, że nasz kod genetyczny ma być przez firmę pana Tymochowicza przechowywany najprawdopodobniej w formie cyfrowej. Nie mam pojęcia po co, ale nie mam wątpliwości, że trzeba być niewiarygodnym snobem i idiotą, żeby być czymś takim zainteresowanym. Żyjemy jednak w wolnym kraju i każdy ma prawo oferować takie usługi bliźnim jakie chce. Jeżeli istnieje na nie popyt to nie ma sprawy. Oferta firmy Infinity S.A. jest taka jaka jest i jeśli ktoś chce za to płacić to jego sprawa.
Skandal i przekręt polega na czymś zupełnie innym. Spółka
wyemitowała 12.5 miliona akcji o wartości – uwaga – 0.05 zł, z czego 10 milionów to akcje założycielskie (oprócz
Tymochowicza jest jeszcze dwóch akcjonariuszy: Andrzej Konopczyński i Jan
Brykczyński), a 2.5 miliona zostało przeznaczonych dla inwestorów po cenie
emisyjnej – uwaga – 3.00 zł. I co
prawda już w pierwszym dniu na giełdzie kurs spadł o ponad 63% co było
najgorszym debiutem w historii NewConnect,
a do dziś spadek się pogłębił o kolejne kilkanaście procent (w stosunku do
ceny emisyjnej 3.00 zł) i kurs wynosi obecnie 0.73 zł. Niby dramat właścicieli firmy, ale w gruncie rzeczy żaden
dramat a interes życia. Pamiętajmy,
że w momencie debiutu byli oni posiadaczami 10 milionów akcji o wartości nominalnej 5 groszy (które i tak nic ich nie kosztowały bo oprócz paru serwerów „solą” spółki jest „rewelacyjny” pomysł prezesa).
Mimo ciągłych spadków kursu w stosunku do ceny emisyjnej (3,00 zł) – wartość posiadanych
przez nich akcji jest i tak prawie 15 razy
większa niż ich cena nominalna (przy dzisiejszym kursie 0.73 zł). Wystarczyło tylko sprzedać w emisji pierwotnej niewielką część z tych 2.5
miliona akcji kilku biednym frajerom, którzy uwierzyli w bajki Tymochowicza po
3.00 zł i dzięki temu kurs na otwarciu w dniu debiutu na giełdzie był i tak –
mimo spadku o 23% na otwarciu i 63% na zamknięciu pierwszego dnia – piramidalnie
wyższy niż jakakolwiek realna wartość tej spółki-wydmuszki.
Naiwni drobni giełdowi spekulanci, obracający często oszczędnościami życia i
domowymi zaskórniakami, licząc na odbicie, kupowali przez ostatnie 4 dni
miliony tych śmieciowych akcji, płacąc za nie ceny od 0.69 do 2.31 zł (bo tak
się kształtował kurs od debiutu), nie biorąc pod uwagę tego co spółka tak naprawdę proponuje i ile jej akcje są realnie warte. A patrząc na wskaźnik P/BV (cena/wartość
księgowa) spółki Infinity, który przy dzisiejszym kursie zamknięcia (0.73 zł)
wynosi 32.69, widać wyraźnie, że
wartość księgowa jednej akcji wynosi nieco ponad 0.02
zł.
Oznacza to, że - abstrahując od nonsensownego pomysłu na działalność - cała spółka (czyli jej majątek trwały i wszelkie zaksięgowane aktywa) jest warta realnie trochę więcej niż 250.000,- zł. (12.5 mln akcji x 0.02 zł = 250.000 zł). Nie uwzględniając pomniejszającej tę wartość każdego miesiąca amortyzacji oczywiście...
Dziwię się, że Komisja Nadzoru Finansowego na takie rzeczy nie reaguje, pozwalając aby paru cwaniaków wydoiło naiwnych głupców, którzy uwierzyli w bzdurne zapowiedzi wizerunkowego szarlatana. Paru kolegów zakłada sobie dziwną spółkę, zachowują dla siebie 80% akcji po 5 groszy - a tak naprawdę po 2 grosze - kilka kolejnych akcji sprzedają za wziętą z sufitu 60 razy większą cenę emisyjną (3,00 zł = 5 gr. x 60) - tak naprawdę prawie 150 razy większą, przy uwzględnieniu księgowej wartości akcji wynoszącej ok. 0.02 zł. Dzięki temu spółka może zadebiutować na giełdzie przy wciąż niebotycznie zawyżonej cenie akcji (mimo ogromnego wydawałoby się spadku kursu). Z tego co wiem, za tę absurdalnie zawyżoną cenę emisyjną udało się sprzedać bardzo niewiele akcji (zamiast przeznaczonych do tego 20%), ale to wystarczyło aby wartością będącą punktem odniesienia na otwarciu giełdowych notowań mogła być właśnie ona, czyli cena 3.00 zł i aby kurs otwarcia – mimo najgorszego wyniku w historii giełdy na NewConnect - mógł wynieść aż 2.31 zł.
Dzienne obroty akcjami tej kuriozalnej spółki wynosiły w ciągu ostatnich dni po kilka milionów złotych. Zakładając nawet, że połowę stanowiły obroty pomiędzy drobnymi graczami, którzy żonglowali nimi jak gorącymi kartoflami, bardzo jestem ciekaw ile akcji tej „cudownej” spółki znajduje się obecnie w rękach prezesa Tymochowicza i jego kumpli. Nie zdziwiłbym się gdyby się okazało, że niewiele. Takie przebicie kursowe to przecież złoty interes, a opisana historia jest modelowym poradnikiem dla wszelkiej maści naciągaczy i oszustów...

Tagi: przekręt, oszustwo, giełda papierów wartościowych, infinity, tymochowicz, solaris gate
skomentuj (6)